Jacht ,Bieszczady” należący do Centrum Wychowania Morskiego ZHP w Gdyni zatonął wczoraj rano u wybrzeży Danii. Z ośmioosobowej załogi jednostki uratowano dotąd tylko 19-letnią Małgorzatę Kądzielewską z Łodzi.
- Jestem szczęśliwa, że moja córka przeżyła, ale to radość przez łzy. Siedem innych rodzin przeżywa teraz tragedię – powiedziała Krystyna Kądzielewska, matka uratowanej łodzianki.
Dotychczas znaleziono dwa ciała innych członów załogi, których jeszcze nie zidentyfikowano. Jachtem dowodził kpt. Leszek Łuczak, gdynianin. Jednostka płynęła z niemieckiego portu Cuxhaven do Polski.
Około 20 mil morskich od duńskiego portu Thyboroen doszło do kolizji prawdopodobnie z tankowcem.
- Za wcześnie aby mówić o okolicznościach wypadku – powiedziała ,Dziennikowi” Monika Truszkowska, polski konsul w Kopenhadze. – Wczoraj do zapadnięcia zmroku trwały poszukiwania zaginionych pięciu członków załogi.
Zdaniem duńskich służb ratunkowych, do zderzenia obu jednostek mogło dojść na skutek błędu sternika jachtu, który mógł źle odczytać sygnały świetlne wysyłane z większej jednostki.
Autor artykułu: (AT)