Rozmowa z z księdzem arcybiskupem Tadeuszem Gocłowskim o powrocie na Pomorze pomorskich zabytków.
- Od początku stycznia “Dziennik Bałtycki” prowadzi akcję ,Odzyskajmy pomorskie zabytki”. Czy ksiądz Arcybiskup znajduje czas na śledzenie tych publikacji?
- Nie tylko śledzę, ale chciałbym bardzo serdecznie podziękować środowisku dziennikarskiemu i tym, którzy reagują na to co państwo piszecie. Wolałbym, żeby ta sprawa została rozwiązana bez takich społecznych nacisków, ale ponieważ trwa już od lat, jestem serdecznie wdzięczny mediom za podejmowanie tego typu problematyki.
Już 18 lat jestem biskupem i ten temat bez przerwy jest drążony i omawiany w wielu środowiskach. W rezydencji biskupa odbyło się wiele spotkań z przedstawicielami środowisk muzealnych. Nie wypowiadałem się publicznie, bo wydaje mi się, że biskup w miarę możliwości nie powinien publicznie podejmować spraw, które są tak ewidentne. To dobrze, że społeczeństwo upomina się o swoje własne prawa.
- Odnosi się wrażenie, że jedyną osobą ze strony Kościoła, walczącą o te zabytki jest ksiądz infułat Stanisław Bogdanowicz.
- Ksiądz Bogdanowicz działa z upoważnienia arcybiskupa. Dzięki ogromnemu wysiłkowi ks. infułata wiele dzieł sztuki wróciło do Kościoła Mariackiego. Nie można jednak powiedzieć, że walczy on samotnie o te dzieła. Za tym stoi Kościół gdański, który razem ze społeczeństwem gdańskim domaga się, żeby wreszcie Warszawa zwróciła do Gdańska to, co gdańskie. Ponadto ksiądz dziekan Stanisław Łada razem ze swoimi wiernymi, z miastem Pruszczem walczy o ołtarz z kościoła p.w. Świętego Krzyża. Bowiem ołtarz ten został stworzony dla jednego wnętrza. To jest żywy obiekt. Jeśli ołtarz wróci, to będzie jedną z pereł zabytków na gdańskim Wybrzeżu.
- Czy to prawda, że warszawscy muzealnicy zaproponowali Ekscelencji kompromis, który odczytuję jako formę handlu? Oddadzą ołtarz pruszczański w zamian za jakieś obiekty z Kościoła Mariackiego.
- Targów nie było, ani żadnych innych ustaleń. Wszystkie dzieła sztuki są mi bliskie. Jednak kościół św. Krzyża w Pruszczu jest kościołem, z którego wyrwano serce i dlatego może częściej o to upominam się w rozmowach z panem Ferdynandem Ruszczycem, dyrektorem warszawskiego Muzeum Narodowego, czy wcześniej z jego poprzednikami. Niemniej wszystkie dzieła sztuki powinny wrócić do miejsc, z których po wojnie zostały zabrane. Faktem jest, że były różne pomysły. Warszawa była gotowa zrobić kopię ołtarza pruszczańskiego i przysłać go do Pruszcza, a oryginał pozostałby w Warszawie. To niepoważne potraktowanie sprawy. Kto chce wstawiać buble do wnętrz, dla którego stworzono dzieło wielkiej sztuki? Były też zarzuty, że kościół w Pruszczu nie jest przygotowany na przechowywanie dzieł, że nie ma w nim zabezpieczeń. Kościół został więc odnowiony i to luksusowo. Teraz czeka na ołtarz. Owszem, były podejmowane próby pewnych układów, jak chociażby faks, który otrzymałem od premiera Oleksego. Miałem przyjechać do sejmu i odebrać gdańskie dzieła. Odpisałem, że jestem gotów przyjechać, pod warunkiem, że wszystkie dzieła wrócą do Gdańska. Potwierdzenia zaproszenia do Sejmu już nie otrzymałem.
- Niektórzy twierdzą, że obecni gdańszczanie nie mają prawa nazywać się spadkobiercami tutejszej kultury, ponieważ nie są stąd, że to nie ich dzieła, a Gdańsk to nie miejsce ich korzeni. Jak Ekscelencja odnosi się do tej ciągłości tradycji miejsca, historii?
- W pani głosie czytam pewne zażenowanie. Bo to pytanie może pochodzić od ludzi, którzy zupełnie nie mają wyczucia tego, czym jest kultura, co to jest genius loci, który tu się nawarstwiał przez wieki. To miasto ma tysiącletnią historię. Gdybyśmy tak myśleli, to trzeba by sprowadzić do Gdańska 90 procent jego przedwojennych mieszkańców, a dopiero potem sprowadzić dzieła z Warszawy. To absurd! Tu jest Polska, tu jest Gdańsk, który jest polskim miastem. To miasto przez wieki gromadziło dzieła sztuki.
- A jak to się ma do sukcesji Kościoła? Czy współczesny Kościół katolicki w Gdańsku jest kontynuatorem tradycji kultury, sztuki tego miasta?
- Ile lat ma Bazylika Mariacka? Protestantyzm pojawił się w Gdańsku dopiero w latach 80. XVI wieku. Wszystkie dzieła powstawały przed rozłamem chrześcijaństwa zachodniego. Ale nie chodzi o to, kto jest właścicielem. Wiadomo, Kościół katolicki był do połowy XVI w. wyłącznym właścicielem, użytkownikiem tych rzeczy. Po wojnie protestanci wyemigrowali do Niemiec, przyszli katolicy z całej Polski. A więc wróciło to, co było przed rozłamem chrześcijaństwa. Ale nie chcę analizować problemu z pozycji katolicy – protestanci. Rozpatrujmy go w kontekście miejsca, z którego te dzieła zostały zabrane. To jest tworzenie sztucznych problemów po to, żeby utrudniać sprawy.
- Pomówmy jeszcze o ołtarzu z Suchego Dębu. Wszystko wskazuje na to, że trafi on do Muzeum Narodowego w Gdańsku, bo nie słyszałam żadnej propozycji ze strony Kościoła. Jest ołtarz, można starać się o jego zwrot, ale nie ma go gdzie postawić.
- To sztuczny problem. Należy przywrócić właścicielowi, czyli kościołowi ołtarz, po czym stwierdzić, że wróci on wtedy, kiedy wnętrze, dla którego został stworzony będzie gotowe na przyjęcie tego ołtarza. Do tej chwili mógłby przejściowo pozostać albo w muzeum, z zaznaczeniem kto jest właścicielem, albo też ewentualnie można by przemyśleć, czy nie ustawić go w Oliwie.
- Jak namówić wszystkich polityków pomorskich, żeby walczyli o sprawy związane z miejscem, z kulturą, tradycją wiary?
- Jestem raczej za tym, żeby odpolitycznić ten problem. Tą sprawą powinien się zająć przede wszystkim minister kultury. Jeśli poseł taki czy inny podejmuje pewne działania, to mam nadzieję, że podejmuje je ze względu na szacunek dla prawdy, szacunek dla sztuki, a nie z motywów politycznych. Ważne jest, żeby wszystkie dzieła wróciły z Warszawy do Gdańska. Nie interesuje mnie czy sprawą zajmuje się polityk lewicowy, czy prawicowy. Wolałbym, żeby tą sprawą się zajmował pan minister Kazimierz Ujazdowski, który jest odpowiedzialny za te dzieła sztuki. I apeluję do pana ministra Ujazdowskiego, żeby się tym zajął i przyspieszył te procesy, a wówczas nie będzie potrzeba wsparcia ze strony żadnych posłów.
Czasami mówi się o gdańskiej sztuce, że to mienie poniemieckie. Jak można mówić, że to co jest w Gdańsku, to poniemieckie! To jest mienie polskie. I jeśli pan Ruszczyc tak mówi, to mu serdecznie współczuję, bo nie ma wyczucia co to jest naród, co to jest Gdańsk, co to jest własność Gdańska, perły Rzeczpospolitej.
- Dziękuję za rozmowę.
Autor artykułu: Rozmawiała Maria Giedz