Archive for May, 2001

Będzie dom pogodnej starości w Parku Stawowie

Monday, May 28th, 2001

W Sopocie powstanie dom pogodnej starości z hospicjum. Rada Miasta przyjęła uchwałę, dzięki której istnieje możliwość wybudowania takiej placówki.

Park Stawowie zmieni swoją funkcję. Taką decyzję podjęli na piątkowej sesji Rady Miasta sopoccy radni. Uchwała wywołała wiele kontrowersji. Oprotestowało ją pięć rodzin mieszkających w jednym z budynków na terenie parku. Obawiały się one, że inwestycja spowoduje m.in. zniszczenie zajmowanego przez nich lokali jak i zieleni, podlegającej opiece konserwatora przyrody. Zdaniem naczelnika Wydziału Architektury, Krzysztofa Hueckla, placówka taka mogłaby powstać nawet w trzech miejscach. Wybór najbardziej dogodnego zależeć będzie m.in. od inwestora. Tym prawdopodobnie będzie Caritas Archidiecezji Gdańskiej.
- Prowadzi on już podobną działalność przy ul. Lęborskiej i robi to świetnie – mówi Jacek Karnowski, prezydent Sopotu. – Jeżeli zdążymy omówić wszystkie szczegóły, to na następną sesję, prawdopodobnie za miesiąc, przygotujemy uchwałę o przekazaniu Caritas, gruntu pod budowę placówki.

Autor artykułu: (vera)

Twórczość sakralna

Monday, May 28th, 2001

Od 14 do 16 czerwca odbędzie się XVII Festiwal Twórczości Sakralnej. Festiwal obejmuje koncerty muzyczne i konkursy: plastyczny i twórczości poetyckiej.

Na konkurs plastyczny można nadsyłać do pięciu prac powstałych w okresie ostatnich trzech lat, wykonanych w dowolnej technice artystycznej (tempera, olej, rysunek, rzeźba, linoryt, akwaforta, fotografia itd.). Prace przyjmowane będą w dwóch kategoriach: indywidualnej i grupowej. Na konkurs twórczości poetyckiej można przysyłać wiersze dotąd niepublikowane (w trzech egzemplarzach).
Prace konkursowe należy przesłać do 10 czerwca na adres Biura Festiwalowego: ul. Stefana Kard. Wyszyńskiego 13, 83-110 Tczew.
Bliższych informacji udziela sekretariat biura, tel. 058-531-24-75, fax. 058-531-25-18, e-mail faratczew@go2. pl.

Autor artykułu: (józ)

V Krajowa Wystawa Psów Rasowych

Friday, May 25th, 2001

Przyjazd na V Krajową Wystawę Psów Rasowych zapowiedziało 555 hodowców. O tytuły najładniejszych i najszlachetniejszych walczyć będą psy 112 ras z całej Polski i z zagranicy.

- To rekordowa liczba uczestników, którzy wystawią w Słupsku swoje psy na pokaz – mówi Dorota Jakubowska, ze słupskiego oddziału Związku Kynologicznego. – Przyjeżdżali do nas hodowcy z Warszawy, Poznania, Wrocławia, najodleglejszych zakątków Polski, ale nigdy nie było ich aż tylu.

Najwięcej będzie już tradycyjnie owczarków niemieckich, psów myśliwskich, tzw. gończych, terierów, mopsików i labradorów. Zgłoszone są również pojedyncze sztuki. Na wystawie pojawi się np. najmniejszy pies świata – chihuahua. W Słupsku hoduje go tylko jedna osoba. Można będzie również zobaczyć charta afgańskiego i perskiego, chińskiego grzywacza i południoworosyjskiego owczarka.
- Są to rzadko hodowane rasy, ponieważ są albo mało znane, albo trudne w utrzymaniu – wyjaśnia Jakubowska. – Przygotowanie ich na wystawę jest czasochłonne, dlatego niewielu hodowców się na to decyduje.

Psem rasowym nazywamy psa, który ma swój rodowód zapisany w Polskiej Księdze Rodowodów i może udowodnić swoich szlachetnych przodków co najmniej do czwartego pokolenia włącznie. Jeśli właściciel psa chce, aby jego podopieczny był reproduktorem, i pies, i suka muszą przejść odpowiednie testy i badania. W wieku 15 miesięcy muszą mieć prześwietlone stawy biodrowe w kierunku dysplozji. – To schorzenie jest dziedziczne – tłumaczy Jakubowska. – Dlatego w dbałości, aby nie hodować zwierząt z góry skazanych na kalectwo, wykonuje się takie badanie. Jego wynik zapisuje się w papierach rodowodowych. Dopuszczalne jest, aby niewielkie schorzenie miała jedna ze stron. Wówczas jest jeszcze szansa, że ich potomstwo będzie zdrowe.

Duże rasy poddawane są również testom psychologicznym, “na charakter”. Oceniają je specjalni sędziowie, którzy np. do Słupska przyjeżdżają dwa razy w roku. To badanie ma wykluczyć hodowlę psów agresywnych, niebezpiecznych dla otoczenia. Ich wyniki również wpisuje się do papierów psa. To nie wystarczy jednak, aby zostać reproduktorem danej rasy. Wymagane jest uczestnictwo w co najmniej trzech wystawach, w tym jednej międzynarodowej. Suki muszą podczas nich otrzymać trzy bardzo dobre oceny, od trzech różnych sędziów. Co do psów wymagania są większe – muszą uzyskać ocenę doskonałą. Dopiero wówczas mogą zostać rodzicami, a ich szczenięta zostaną wpisane do Księgi Rodowodów. – W ostatnich latach zmieniły się nieco przepisy i teraz wszystkie szczeniaki z miotu uzyskują rodowód – dodaje Jakubowska. – Stare przepisy dopuszczały ograniczoną liczbę szczeniaków, które dziedziczyły rodowód. Reszta pozostawała bez papierów.

Rasowe psy nie są tanie. Ich cena waha się od tysiąca do paru tysięcy złotych. Wszystko zależy od tytułów, jakie udało się uzyskać ich rodzicom na wystawach.
Opieka nad rasowym psem nie różni się specjalnie od tej, jaką należy otaczać każdego kundelka. – Wszystkie psy mają taki sam żołądek – śmieje się Jakubowska. – Każde zwierzę potrzebuje też opieki i miłości, nieistotne jest czy ma papiery rodowodowe, czy nie. Nie za to należy je kochać.

Każdy pies niezależnie od tego, czy rasowy, czy nie powinien być poddany podstawowej dwumiesięcznej tresurze. Koszt takiego treningu wynosi około 300 zł, a organizuje go miejscowy oddział Związku Kynologicznego. Dzięki tresurze pies uczy się posłuszeństwa, można przytępić jego agresywność i sprawić, że będzie wyciszony i bezpieczny.

Autor artykułu: (JJ)

Sprawni Razem biegali w Gnieźnie

Friday, May 25th, 2001

W Gnieźnie odbyły się XIX Ogólnopolskie Biegi im. Janusza Kusocińskiego. W zawodach wzięły udział trzyosobowe ekipy Ośrodków Szkolno-Wychowawczych z całego kraju.

Swoją reprezentację wystawiła także ekipa Uczniowskiego Klubu Sportowego Sprawni-Razem przy Ośrodku Szkolno-Wychowawczym ze Słupska. W biegu na 1500 m słupszczanki zajęły VIII pozycję. Indywidualnie zajmowały następujące miejsca: Marzena Walecka – 20., Katarzyna Radmacher – 25., Małgorzata Witulska -27. W biegu dziewcząt startowało 79 zawodniczek.

W biegu chłopców na 3000 m, drużyna OSW Sprawni-Razem ze Słupska była piąta. Poszczególni reprezentanci słupskiego OSW – Sprawni-Razem uplasowali się na następujących pozycjach: Tomasz Miller – 10., Roman Rutkowski – 11., Marcin Ruszczyński – 26. Opiekunem słupskich sportowców jest Wiesław Romański. Organizatorem imprezy był Ośrodek Szkolno-Wychowawczy nr 2 w Gnieźnie.

Autor artykułu: (res)

Odra Opole – Lechia Gdańsk

Friday, May 25th, 2001

W sobotę zdegradowanych już w zasadzie piłkarzy Lechii Gdańsk czeka kolejny mecz w II lidze. O godz. 20 w Opolu stawią czoła walczącej o awans miejscowej Odrze.

Gdańszczanom chodzi już właściwie tylko o to, by dokończyć z honorem rozgrywki. Niby w każdym meczu walczą, ale już dawno zapomnieli, co oznacza zwycięstwo. W Opolu nie ma się raczej co łudzić o dobry wynik. Odra ma szansę wystąpić przynajmniej w barażach i musi wygrać. A pokonanie gdańszczan do nadzwyczaj trudnych zadań nie należy.

- Na pewno nie jesteśmy faworytem – mówi drugi trener gdańszczan, Witold Kulik. – Ale obiecuję, że powalczymy. Postaramy się zaprezentować z dobrej strony, bo co nam w końcu pozostało. A jeżeli wykluje się z tego jakiś korzystny wynik, to tym lepiej.

Lechia wystąpi w tym meczu bez kilku podstawowych zawodników. Władze spółki w tym tygodniu podjęły decyzję o rezygnacji z usług Piotra Kasperskiego, Dariusza Wojciechowskiego i Jacka Pieniążka. W ten sposób uda się zaoszczędzić trochę pieniędzy, których w kasie za wiele przecież nie ma. A spadek i tak jest już faktem, dlatego trudno dyskutować nad zasadnością tego posunięcia. Tym bardziej, że cała trójka graczy, na których miała opierać się gra biało-zielonych, w zdecydowanej większości spotkań zawodziła. Nie będzie też Sebastiana Mili, który wyjechał na zgrupowanie kadry olimpijskiej trenera Edwarda Klejndinsta. Kto zatem zastąpi tych wszystkich graczy?

- Jeszcze się zastanawiamy nad składem – mówi Kulik. – Wiadomo, że w sytuacji, w której się znaleźliśmy, trudno wszystkim zawodnikom znaleźć należytą motywację. Ale zastępców na pewno znajdziemy.

Autor artykułu: (kast)

Więźniowie pobili strażnika

Thursday, May 24th, 2001

Do 10 lat pozbawienia wolności grozi Danielowi T., Dariuszowi S. oraz Jackowi K., trójce więźniów ZK w Czarnem, oskarżonym o to, że wspólnie dopuścili się zranienia funkcjonariusza więziennego Ryszarda K. oraz, że grozili pozbawieniem życia sześciu innym funkcjonariuszom. Żaden z więźniów nie przyznaje się do zarzucanych im czynów.

Do zdarzenia doszło w październiku ubiegłego roku w Zakładzie Karnym w Czarnem. O godzinie 9 rano do celi, w której znajdowali się oskarżeni wszedł oddziałowy. Gdy spostrzegł, że więźniowie znajdują się jeszcze w piżamach, nakazał im natychmiastowe przebranie się. Oskarżeni jednak nie posłuchali i obrzucili funkcjonariusza wyzwiskami. Wtedy oddziałowy zagroził, że, jeśli się nie uspokoją wezwie ,antandę”, czyli jednostkę specjalną ds. tłumienia buntu w więzieniu. Nie przyniosło to jednak spodziewanego rezultatu. Oddziałowy wezwał więc posiłki. Więźniów wyprowadzono do celi specjalnej i zrobiono “kipisz”.

Znaleziono wtedy nielegalny bimber oraz noże zrobione własnoręcznie. Po powrocie do celi, jak twierdzą oskarżeni, zastali pobojowisko. Jednemu z nich porwano na kawałki zdjęcia dziecka i rodziny. Oskarżeni zdenerwowali się i domagali się sprawiedliwości. Wtedy funkcjonariusze postanowili na siłę zaprowadzić porządek. Wtedy jeden z oskarżonych Dariusz S. wyjął z okna skrzydło okienne, jak twierdzi, z zamiarem dokonania samookaleczenia. Z jego relacji wynika, że doszło wtedy do szamotaniny i nieszczęśliwego wypadku. Według funkcjonariuszy, Ryszard K. był kopany, bity rękoma i skrzydłem okiennym. Spowodowało to u niego złamanie kości śródręcza. Odczytywanie aktu oskarżenia zajęło prokuratorowi około 10 minut.

- Na ławie oskarżonych powinni zasiadać funkcjonariusze, a nie my – twierdzi oskarżony Jacek K. – To nas bili jak jakieś psy. My tylko próbowaliśmy się nie dać pobić. Tylko dlatego, że jesteśmy grypsujący to mamy być bici? Oni się mścili.

Autor artykułu: Marcin Kamiński

DGT Wybrzeże Gdańsk. Ocenia trener Daniel Waszkiewicz

Thursday, May 24th, 2001

Po raz drugi z rzędu i dziesiąty w historii piłkarze ręczni DGT Wybrzeże Gdańsk sięgnęli po tytuł mistrzów Polski. Pod względem złotych krążków w MP gdańszczan wyprzedza tylko Śląsk Wrocław, mający na koncie 15 tytułów, a na 3 miejscu jest w tej statystyce Sparta Zabrze – 6 tytułów.

Pierwszeństwo w lidze w niedawno zakończonym sezonie 2000/2001 to zarazem drugi tytuł gdańszczan, wywalczony pod egidą trenera, kiedyś wybitnego szczypiornisty, Daniela Waszkiewicza, który pieczę szkoleniową nad zespołem objął pięć lat temu. Obok ligi DGT Wybrzeże musiało też zmagać się na drugim froncie; o wyższym stopniu zaawansowania. Po wyeliminowaniu we wstępnych eliminacjach słowackich Secovców i CSKA Moskwa, gdańska “siódemka” zagrała bowiem w Lidze Mistrzów, gdzie – przypomnijmy – miała za przeciwników renomowaną Barcelonę, Montpellier i Dunaferr.

Przy tym podwójnym obłożeniu meczowym gdańszczanie musieli mieć długą ławkę zawodniczą i na szczęście taką im zabezpieczono. Dzięki niej nawet w kryzysowych dla drużyny momentach kadrowych (kontuzje czołowych zawodników w różnym czasie, że wspomnimy Damiana Drobika, Artura Siódmiaka, Dawida Nilssona, Marcina Lijewskiego i Bartosza Walaska), zespół wygrywał ligowe mecze w serii A. W sumie wygrał ich 25, zremisował cztery i przegrał tylko trzy.

Dorocznym zwyczajem poprosiliśmy trenera Waszkiewicza o wystawienie swoim podopiecznym cenzurek za sezon.

Bramkarze
Sebastian Suchowicz – stanowił mocny ,punkt” drużyny, miał sezon lepszy od poprzedniego. Miewał jednak także słabsze występy, wynikające chyba z tego, że za szybko, po paru nieobronionych piłkach, załamywał się. Na szczęście pomogli mu wówczas zmiennicy. Musi uwierzyć w swoje możliwości, a te ma duże.
Marcin Głębocki – po wyleczeniu kontuzji nogi bronił dobrze. Bardziej musi rozwinąć cechy przywódcze, polegące na dyrygowaniu obroną.
Artur Czoska – grał mniej. Dobry duch zespołu, jeśli chodzi o mobilizowanie kolegów.
Konrad Groth – dopiero przygotowywany do grania.

Skrzydłowi
Marcin Pilch – nie oczekiwałem, by Marcin, zdobywał taj jak w Spójni po 15 bramek. Był to jednak udany transfer. Ogólnie Pilch spełnił zadanie, choć miał także występy słabsze. To ambitny zawodnik, potrafiący wyciągać wnioski.
Seweryn Żynda – ten szybki zawodnik o predyspozycjach do kontr udowodnił, że potrafi grać bardzo dobrze, ale i bardzo źle. Tkwią w nim rezerwy. Musi zrozumieć, że ligowy piłkarz ręczny w czołowej drużynie ligowej, to profesjonalista.
Bartosz Walasek – miał słabszy sezon, grał w kratkę. Były mecze, w których zdobywał ważne bramki, ale w sumie powinien umieć lepiej wykorzystywać dogodne sytuacje rzutowe.
Marcin Siódmiak – miał inną rolę do spełnienia i z niej wywiązywał się nieźle. Potrafił też na kole zastąpić swego brata Artura. To rozwojowy zawodnik, stać go na dużo więcej.
Patryk Kuchczyński – niewątpliwy talent, zagrał w trzech meczach i już zdobywał bramki.
Karol Chyżyński – zbierał doświadczenie.

Obrotowi
Artur Siódmiak – podstawowy, doświadczony zawodnik. Powtórzę uwagę i zarazem życzenie, by zdołał bardziej opanować sztukę skuteczniejszego wykorzystywania sytuacji rzutowych.
Maciej Ośka – grał bardzo mało. Ambitny, zaangażowany i przy większych postępach może być z niego przydatny zawodnik.

Rozgrywający
Damian Wleklak – dynamiczny, wszechstronny Damian to obecnie, obok bramkarza Orlenu Andrzeja Marszałka, najlepszy piłkarz ręczny w Polsce. Szuka gry, dobrze współpracuje z kolegami, kończy akcje i broni.
Rafał Kuptel – napracował się jak nikt, wykonał ogrom roboty. Cechowała go jednak zbyt duża huśtawka formy. Miał mecze i okresy w meczach bardzo dobre, a miał i słabiutkie.
Dawid Nilsson – wrócił po 3-miesięcznej kontuzji i wydatnie pomógł kolegom zdobyć tytuł.
Marcin Lijewski – spełnił swoją rolę tak w ataku jak i w obronie. W większym stopniu potrafił podporządkować się dyscyplinie taktycznej, ale gdy folgował i nadużywał hamulców psychicznych, miał sporo wpadek. Dobry duch drużyny.
Damian Moszczyński – rozwinął skrzydła, pokazał się zwłaszcza w meczach gupowych o miejsca 1-6.
Damian Drobik – kontuzja wyeliminowała tego bombardiera z gry. Szkoda. Czy wróci na parkiet?
Paweł Wita – grał mało. Dała mu się we znaki kontuzja.
Mariusz Gujski i Michał Waszkiewicz – były debiuty tych młodych zawodników, stanowiących melodię przyszłości.

Autor artykułu: Paweł Kowalski

Statki rybackie w Stoczni Północnej

Thursday, May 24th, 2001

Trzy kadłuby statków rybackich wodowano wczoraj w Stoczni Północnej w Gdańsku. Na wodę opuszczono je za pomocą ogromnego dźwigu pływającego Polskiego Ratownictwa Okrętowego w Gdyni “Maja”.

Tomasz Cichocki, koordynujący sprawy budowy statków, poinformował, że zwodowane jednostki to dwa częściowo wyposażone kadłuby trawlerów o długości po 24 m i kadłub tzw. sejnera (statku do połowów ryb sieciami skrzelowymi) o długości prawie 29 m. Trawlery zbudowano dla firmy holenderskiej Padmos Stellendam BV. Sejner zamówiła firma francuska, która przekaże go później armatorowi z Senegalu. Kadłuby trzech statków zmontowano w kooperacji z firmą Stal Rem w Gdańsku.

Kadłuby trawlerów będą odholowane do Holandii i tam zostanie dokończona ich budowa. Natomiast sejner ma być wyposażony w Stoczni Północnej. Będzie to drugi, w tym roku, statek całkowicie zbudowany w gdańskiej stoczni. Pierwszą w pełni wyposażoną jednostką był prom fiordowy przekazany kontrahentowi z Norwegii. W bieżącym roku przewidywane jest jeszcze zbudowanie dwóch gotowych statków – okrętu logistycznego dla Marynarki Wojennej RP i promu dla odbiorcy z Szetlandów.

Autor artykułu: (JAS)

Drugi Geant w Trójmieście

Wednesday, May 23rd, 2001

Gdyński Geant jest drugim w Trójmieście i 13 w Polsce centrum handlowym należącym do Grupy Casino. Inwestycja pochłonęła 150 mln złotych. Hipermarket dał pracę 500 osobom, w tym 264 bezrobotnym z listy Powiatowego Urzędu Pracy. Wielkie otwarcie dla klientów nastąpi dzisiaj, a zaczęło się pechowo.

Policja zatrzymała trzech ochroniarzy z gdyńskiego Geanta, których podejrzewa się o wynoszenie towarów sklepowych jeszcze przed otwarciem hipermarketu. Według ustaleń proceder trwał od kwietnia, a zaangażowani w niego byli 22-letni Artur H., 24-letni Maciej G. i 23-letni Sebastian I. Mężczyźni mieli w nocy swobodny dostęp do wszystkich boksów sklepowych. W efekcie zginął towar warty prawie 20 tys. zł – m.in. elementy komputerów, telefony komórkowe i markowe perfumy. Policja dotarła też do 35-letniego gdańszczanina Tomasza S., który miał skupować od ochroniarzy skradzione towary. Dyrektorzy Geanta, stwierdzili na wczorajszej konferencji prasowej, że nic o kradzieżach nie wiedzieli.

- Przygotowaliśmy dwutygodniową promocję wszystkich artykułów. Później wejdziemy w stały system sprzedaży. Według badań 80 procent gdynian jest zadowolonych z możliwości dokonywania zakupów w hipermarketach, zaś 67 proc. pozytywnie zaopiniowało lokalizację przy ul. Śląskiej w pobliżu stacji SKM Wzgórze Św. Maksymiliana – mówił Paul Nitschmann, prezes Grupy Casino w Polsce. Prezes przyznał, że duże zakupy robi w Geanta, ale nie wyobraża sobie życia bez małych sklepików wokół domu.

Tymczasem to właśnie drobni sklepikarze najbardziej obawiali się budowy nowego hipermarketu w Gdyni. – Z danych wynika, że nowe hipermarkety nie mają większego wpływu na zmiany zatrudnienia w drobnym handlu. Mamy podstawy sądzić, że tym razem będzie podobnie – uspokajała Joanna Siwicka, szefowa Powiatowego Urzędu Pracy.

Grupa Casino podarowała wczoraj władzom Gdyni czek opiewający na 300 tys. zł. 220 tys. przeznaczonych zostanie na zakup karetki pogotowia ratunkowego, a 30 tys. trafi do Dziennego Centrum Aktywności Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym, zaś 50 tys. otrzyma stowarzyszenie PROCORDIS.

Autor artykułu: (RM, szad)

Brakuje surowicy przeciwko wściekliźnie

Wednesday, May 23rd, 2001

Słupski szpital nie dysponuje ani jedną ampułką surowicy przeciwko wściekliźnie. – Dotąd otrzymywaliśmy ją z ministerstwa, a teraz o lek musimy zabiegać sami – żalą się lekarze. Drogiej surowicy nie chcą również refundować kasy chorych.

W przeciwieństwie do szczepionki, surowicę podaje się w przypadku pogryzienia szyi i głowy. Sęk w tym, że trzeba ją podać najpóźniej 24 godziny po ugryzieniu.
- W Słupsku wyczerpały się nam już wszystkie zapasy – mówi Jerzy Barłóg, ordynator oddziału chorób zakaźnych słupskiego szpitala. – Aż strach pomyśleć, co będzie, gdy zgłosi się do nas osoba dotkliwie pogryziona przez zwierzęta. Z otrzymanej z ministerstwa informacji wynika, że szpitale o surowicę będą musiały zabiegać same. Mała ampułka leku kosztuje 500 zł, a duża 2 tys. zł. W dodatku kasy chorych nie chcą refundować zakupu surowicy.

Z głównym inspektorem sanitarnym nie udało nam się wczoraj skontaktować. Z wydanego pod koniec kwietnia komunikatu wynika, że firma Aventis – Pasteur zaprzestała produkcji jedynej, zarejestrowanej w Polsce surowicy przeciwko wściekliźnie.

- W chwili obecnej dostępna jest jedynie immunoglobina przeciw wściekliźnie. Z uzyskanych od przedstawicielstwa firmy produkującej lek informacji wynika, że po złożeniu wniosku preparat może być dostarczony na ratunek w ciągu 48 godzin, natomiast szpitale mogą również składać zamówienia z wyprzedzeniem – czytamy w komunikacie.

Sprawą zainteresowaliśmy słupskiego posła Władysława Szkopa, członka sejmowej Komisji Zdrowia.
- Natychmiast zajmę się tym problemem – zapewnił parlamentarzysta.

Autor artykułu: Jacek Cegła