“Belfer Roku i Stulecia, to nasza Asia, pełna poezji kwiecia”, “Masz obiekcje, chodź na Myszy lekcje” – takimi transparentami witali uczniowie swoją ulubienicę – Joannę Lisiewicz, polonistkę ze Społecznej Szkoły Podstawowej w Wejherowie, która znalazła się “złotej dziesiątce”.
W plebiscycie “Belfer Roku 2001″ Joanna Lisiewicz zajęła szóste miejsce. W tłumie młodzieży, trudno ją rozpoznać. W warkoczykach, z niewidocznym makijażem, koszulce i dżinsach, przypomina raczej uczennicę niż nauczyciela. Może dlatego tak lgną do niej uczniowie? Jest to tym bardziej zaskakujące, iż jest to najmniejsza szkoła w Wejherowie.
Uczy się w niej zaledwie 93 uczniów (w szkole podstawowej i gimnazjum), a w konkursie startowali nauczyciele z wielkich, trójmiejskich szkół. Młodzież ze Społecznej zgłosiła swoją ulubienicę do konkursu kilka tygodni przed roztrzygnięciem plebiscytu. Inicjatorem była mama jednego ucznia, która wysłała pierwsze kupony. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Wykupowano kolejne numery gazety, w której drukowane były kupony. Jeszcze ostatniego dnia 2 czerwca, tuż przed zamknięciem konkursu z kiosków zniknęło 70 wydań.
Zaangażowali się w to wszyscy rodzice. Laurka, która wpłynęła do redakcji była jeszcze mokra
- Pani Asia w przyszłym roku na pewno wygra, już my się o to postaramy – mówi Iza Godlewska. – Dlaczego ona? Bo jest najfajniejsza, bardzo nas lubi i daje nam to odczuć. Zawsze potrafi nas zaciekawić i zadziwić. Nawet jej sprawdziany są niesamowite.
- Nasza “Mysza” opowiada świetne dowcipy – wykrzykuje Olek Achramowicz. – Często chodzimy z nią do kina, do pizzerii.
Przezwisko “Mysza” przylgnęło do niej już po pierwszych lekcjach prowadzonych w “społecznej”.
Pamięta, że pisali wspólnie opowiadanie o myszy. Tak im się to spodobało, że nazwali ją na cześć tej bohaterki. Jej samej, bardzo się to przezwisko podoba.
- Lekcje polskiego są naprawdę ciekawe – twierdzi Patryk Rybak. – Właśnie piszemy horror i mamy okazję wykazać się swoją wyobraźnią.Uczniowie przyznają, że konkurs był okazją do wspólnego działania, niepowtarzalnej zabawy, a przede wszystkim do podziękowania swojej nauczycielce.
Joanna Lisiewicz o konkursie dowiedziała się 22 maja br. Odebrała w domu telefon, w który poinformowano ją o tym, że otrzymała nominację do konkursu “Belfer Roku 2001″.
Była wówczas bardzo zdziwiona, jednak szybko o tym zapomniała, bowiem przygotowywała się do wyjazdu na szkolną wycieczkę do Szwecji.
- Wyobraź sobie, jakie było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałam się, że znalazłam się w “złotej dziesiątce” – mówi Joanna. – Szóste miejsce to dla mnie największa nagroda, o której mogłabym tylko śnić. Dowiedziałam się o rozdaniu nagród, które miały się odbyć za dwie godziny, kiedy schodziłam z promu. Do domu w Gdyni już nie dojechałam.
Jeden z rodziców zawiózł mnie do siebie do domu, gdzie czekała na mnie gorąca kąpiel, pyszne śniadanie i stos gazet z artykułami o konkursie do przejrzenia.
Później wsadzono mnie do samochodu i przywieziono pod szkołę, gdzie czekali na mnie uczniowie i rodzice z transparentami. Spod szkoły wszyscy autokarem pojechaliśmy do Gdańska. To było niesamowite przeżycie, uczucie wzruszenia będzie mi towarzyszyć z pewnością przez długi czas.
To w Społecznej Szkole Podstawowej i Gimnazjum Społecznym w Wejherowie trzy lata temu, zaraz po ukończeniu filologii polskiej na Uniwersytecie Gdańskim, Joanna Zaczęła pracę.
Była to jej “pierwsza” szkoła. Jak sama mówi, już w ósmej klasie wiedziała, że będzie nauczycielką, dlatego wybrała Studium nauczycielskie w Gdyni.
- Jeszcze wcześniej chciałam być kwiaciarką, bo nie podobał mi się sposób układania przez nie bukietów, chciałam robić to lepiej – mówi Joanna Lisiewicz. – Chciałam być też dentystkę i zrobić coś, żeby plombowanie nie bolało.
To, że jestem teraz nauczycielką, zawdzięczam wspaniałym kobietom: mojej polonistce i anglistce. Ta pierwsza zaszczepiła we mnie miłość do literatury, a druga – odbudowała wiarę w istnienie wspaniałych pedagogów. Była to jedna z trafniejszych decyzji w moim życiu. Dla Joanny Lisiewicz ta nagroda ma ogromne znaczenie. Kiedy o niej mówi, wzrusza się.
– To nie tylko dyplom, odznaka, ale najlepsze podziękowanie, jakie mogłam otrzymać, chociaż pracuję tak krótko – Joanna nie może ukryć łez. – Myślę, że nie bez znaczenia jest fakt, że uczę akurat w tej szkole.
W szkole, w której wszyscy się znają, spotykają poza lekacjami. Czuję, że moi uczniowie chodzą z przyjemnością na zajęcia, a ja z prawdziwą satysfakcją je prowadzę.
? Cud się zdarza, że w Społecznej
los wspaniałych belfrów rozmnaża?
Nauczyciele w tej szkole nie boją się zaprzyjaźnić ze swoimi uczniami. Zasada ?To co dajesz, zostanie Ci podwójnie oddane? sprawdza się w tej szkole w stu procentach.
Przypomnijmy, że w styczniu Dariusz Tylki, anglista ze Społecznej otrzymał Order Uśmiechu. To szczególne wyróżnienie jako jedyne przyznawane jest przez dzieci dla ludzi dorosłych. Dariusz Tylki jest pierwszym wejherowianinem, który otrzymał ten Order.
Jego uczniowie ze Szkoły Społecznej w Wejherowie, w której uczy od 6 lat, nagrodziły go za okazywaną im przyjaźń i serce. Teraz oprócz Kawalera Orderu Uśmiechu, mają też swojego “Belfra”, a raczej “Belfrzycę”, jak śmieje się Joanna…
Autor artykułu: Iwona Rogacka