O sytuacji malborskiego szpitala i o planach na przyszłość opowiada Andrzej Botkowski, dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Malborku.
- Jest pan dyrektorem od trzech miesięcy, co zrobił pan przez ten czas?
- Przede wszystkim udało mi się przyhamować tempo przyrostu zadłużenia szpitala. Wprowadziłem windykację należności. Niestety, nie jest to łatwe, ponieważ w większości przypadków dłużnicy opierają się. Jednak kilka spraw udało mi się załatwić pozytywnie. Za sukces uważam także sprowadzenie do szpitala mammografu, na razie na dwa tygodnie. Doprowadziłem do podpisania większej liczby umów na spalanie odpadów oraz na usługi laboratoryjne, które świadczymy dla podmiotów z zewnątrz. Ze zobowiązań wobec pracowników obecnie mam zaległe tylko ,trzynastki”.
- Szpital jest bardzo zadłużony. Co zamierza pan zrobić, aby zmienić tę sytuację ?
- Mimo że kondycja szpitala nie jest najlepsza, mamy szansę, aby wyjść na prostą. Jednak wymaga to zaangażowania wszystkich pracowników. Przygotowałem projekt zmian organizacyjnych pozwalających uzyskać korzystniejsze warunki kontraktów z kasą chorych. Ponadto chcę zaciągnąć kredyt. Prowadzę rozmowy z bankami, aby uzyskać najkorzystniejsze warunki.
- Czy SP ZOZ będzie w stanie go spłacić ?
- Będzie to kredyt odnawialny w ramach rachunku bieżącego, którego spłata będzie rozłożona na kilka lat. Ponadto nie muszę wykorzystywać całej sumy od razu.
- Jakie zamiany przewiduje pan w najbliższym czasie?
- W najbliższym czasie przewiduję zmniejszenie liczby łóżek na oddziale ginekologiczno-położniczym oraz zmiany restrukturyzacyjne na oddziałach: chirurgicznym i internistycznym. Potrzebujemy 80 łóżek internistycznych, a chirurgię musimy podzielić na część zabiegową i niezabiegową. Dzięki temu będziemy mogli uzyskać korzystniejszy kontrakt z kasą chorych. W przyszłości planuję także wyodrębnienie oddziału kardiologicznego, ponieważ 60 proc. pacjentów internistycznych stanowią osoby z problemami serca. Przewiduję zmniejszenie liczby pielęgniarek w Izbie Przyjęć z jednoczesnym przesunięciem do oddziału ratownictwa. W to miejsce chcę wprowadzić lekarzy i sanitariuszy, aby usprawnić i przyspieszyć obsługę pacjentów. Niestety, żeby utrzymać szpital zmiany są konieczne. Jednak podejmując jakiekolwiek kroki nie zapominamy o bezpieczeństwie pacjentów i zatrudnionych pracowników. Termin realizacji podjętych zamierzeń zależy od przekazania środków w ramach regionalnego programu restrukturyzacji.
- Czy to prawda, że nawet 40 osób może stracić pracę? Co się z nimi stanie?
- Muszę przyznać, że wolałbym uniknąć tak drastycznych posunięć. Większość osób nie straci pracy, tylko zostanie przeniesiona do innych jednostek, m.in. część salowych zostanie wcielona do ekipy sprzątaczy i komórek pomocniczych. W lipcu personel szpitala liczył 351 pracowników, do końca września będzie ich 345. Nie chciałbym wyrzucać ludzi na bruk, ale trzeba myśleć racjonalnie.
- W jaki sposób chce pan zachęcić pacjentów do korzystania z usług szpitala ?
- Muszę przyznać, że najtrudniejszym etapem w restrukturyzacji jest zmiana myślenia pracowników. Do tej pory uważano, że pielęgniarka, czy też lekarz są przypisani do łóżka. Tymczasem kasa chorych płaci nam przede wszystkim za pacjenta. Dlatego zależy mi, aby zmieniła się opinia o malborskim szpitalu. Zamierzam sprowadzić najnowocześniejszą aparaturę. Będę się starał urozmaicać naszą ofertę. Pacjent będzie mógł zweryfikować poziom placówki, a opinia o szpitalu wyjdzie od pacjenta. Jeżeli komuś się spodoba, przekaże wiadomość dalej. Zależy mi, aby przekonać pacjentów, że malborski szpital nie jest gorszy od innych. Zwłaszcza, że mamy doskonałą kadrę medyczną.
- Dziękuję za rozmowę.
Personalia
Andrzej Botkowski urodził się w 1946 roku w Grudziądzu. Ukończył studia ekonomiczne w warszawskiej Szkole Głównej Planowania i Statystyki, ponadto podyplomowo Ekonomikę i Doradztwo Służby Zdrowia I i II stopnia. Od 1996 do 2001 roku pracował w Szpitalu Klinicznym nr 3 w Gdańsku. Przed objęciem stanowiska dyrektora SP ZOZ w Malborku współpracował ze Starostwem Powiatowym w Tczewie.
Autor artykułu: Joanna Kułakowska