Dramat mieszkańców wielu wsi w Pomorskiem trwa od ubiegłego tygodnia. Stopniał śnieg, z nieba lunął deszcz. Do tego przyszła wichura o rzadko spotykanej sile. Z koryt wystąpiły rzeki Reda, Łeba, Wierzyca. Groźna jest Wisła.
Wezbrana woda zalała pola i łąki leżące poniżej lasów i dróg. Rolnicy twierdzą, że mało kto pomaga im w ich walce z żywiołem.
Bezsilność
- Nie wiem już, co robić – Kazimierz Naczk, gospodarz ze wsi Mirachowo w gminie Kartuzy, bezradnie rozkłada ręce. – Zalane pole z żytem, głębokie na cztery metry jezioro przed domem… W wodzie stoją maszyny rolnicze. Mogę pożegnać się ze zbiorami. Woda przyszła do mnie z nienacka, z położnych powyżej państwowych lasów i cały czas się podnosi. Jeszcze chwila, a zaleje dom, chlew, oborę. Nie śpię po nocach, nie jestem pewien jutra. Urzędnicy nie chcą mi pomóc. Co roku obiecują, że problem nie powtórzy się. A dla mnie to nie jest zabawa, bo żyję z tego, co da ziemia.
W Mirachowie woda zalała kilka gospodarstw i miejscową stację pomp. Mieszkańcy sami budowali tamy przeciwpowodziowe. Dwa dni wodę pompowali strażacy z Kartuz i Pucka.
- Co roku mamy problemy z wysoką wodą, teraz jest najgorzej – mówi Grzegorz Czaja, mieszkaniec wsi.
- Strach zajrzał nam w oczy.
Łąki i pola znalazły się pod wodą również w maleńkim Miłoszewie. Okolica wygląda jak jezioro. Na szczęście, nie ucierpiały domy.
Wieś Węsiory, gmina Sulęczyno. Woda wdarła się na teren kilku gospodarstw. Według rolników, winę za taki stan rzeczy ponoszą projektanci pobliskiej ulicy, która przebiega powyżej domostw.
- Wokół gospodarstwa zrobiło się jezioro, w zeszłym tygodniu co chwilę przyjeżdżali do mnie strażacy – żali się Wiesław Myszk, jeden z rolników. – Na spotkaniach z radnymi gminy od trzech lat walczę, aby sytuację tę w końcu jakoś rozwiązać. Nic nie pomaga.
Mieszkający nieopodal Zbigniew Jereczek prowadzi nas do kompletnie zalanej wodą piwnicy.
- Zamokły mi całe zapasy ziemniaków – żali się. – Część wyłowiłem, ale pewnie i tak zgniją. To dla mnie duża strata. Były nie na sprzedaż, ale dla rodziny, żebyśmy mieli co jeść. Odszkodowanie? To fikcja. Nawet nie śmiem o nie pytać. I tak ciągle na mnie krzyczą, że za często wzywam strażaków do pompowania wody. Bo to, mówią, kosztuje.
Powódź – nie znajdujemy innego określenia tego, co zastajemy w kilku gospodarstwach przy ul. Jagalskiego w Wejherowie. Zalane całe posesje. Fundamenty domów pokrywa folia wodoszczelna, posiadłości odgrodzone są od rzeki Redy workami z piaskiem. To na wypadek kolejnych opadów deszczu.
- Teraz i tak wygląda w miarę dobrze w porównaniu z tym, co było w zeszłym tygodniu – mówi Edmund Rohde, najbardziej poszkodowany z gospodarzy. – W najniżej położonym ogrodzie wody nadal jest ze cztery metry. Zalana piwnica, do wyrzucenia konfitury i zaprawy.
Mężczyzna pokazuje pobliską drogę, która oddziela jego dom od rzeki.
- Chodzę już trzy lata do prezydenta miasta i mówię, żeby ulicę podnieść, bo rzeka nie mieści się pod mostem i wylewa. Byłaby to naturalna zapora dla wody. Ale nikt nie chce mi pomóc. Mówią, żebym wyremontował ulicę sam. Żeby to moja ulica była, ale to przecież do miasta należy! Kto mi za to zalanie pieniądze zwróci? Najlepiej byłoby dom ubezpieczyć, ale kogo na to stać? Co roku są u mnie dziennikarze. W tym roku to i nawet telewizja była, a i tak nie pomogło. Napisz pan, że zwątpiłem już, aby coś tu się miało zmienić.
Grzegorz Grabowski
szef Sztabu Kryzysowego
przy Starostwie Powiatowym w Słupsku
- Woda z roztopionego śniegu wciąż tworzy zastoiny śródpolne. Jak dotąd nie otrzymaliśmy od rolników sygnałów o ewentualnym zalaniu pól. Poza tym trudno oszacować straty, skoro nie rozpoczął się jeszcze cykl wegetacyjny roślin. Temperatura powietrza nie obudziła zasiewów. Ludzie nie bardzo liczą na odszkodowania, gdyż wiedzą, że zwyczajnie nie ma na to pieniędzy. Zdajemy sobie jednak sprawę, że rolnicy przygotowują się do ewentualnej wyceny szkód.
Gdzie po pomoc
Mieszkańcy Kociewia i Kaszub we wszystkich sprawach dotyczących skutków powodzi i wichury mogą interweniować w siedzibach swoich gmin. Urzędnicy poinformują m.in., w jaki sposób ubiegać się o odszkodowania za szkody spowodowane klęskami żywiołowymi, zaznajomią z obowiązującymi w tej dziedzinie procedurami. Pomocy udzielają także centra zarządzania kryzysowego, które działają przy starostwach powiatowych. Przez cały czas czynne są telefony alarmowe w straży pożarnej, w pogotowiu energetycznym i w pogotowiu wodnym.
W Pomorskiem
- Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej przewiduje na dzisiaj przekroczenie stanu alarmowego na Wiśle w Tczewie o 10 centymetrów.
- Stabilizuje się sytuacja powodziowa w powiecie kościerskim. Do soboty niebezpiecznie było w rejonie Dolnych Malików, w gminie Stara Kiszewa, gdzie wylała Wierzyca. Wczoraj woda zaczęła opadać. Do normalnego stanu powróciła rzeka Bibrowa przepływająca przez Kościerzynę.
- W powiecie starogardzkim nadal wyższy od normalnego jest poziom rzek Wierzyca, Wda i Wietcisa. Z każdą godziną jednak poziom ten powoli opada.
- W powiecie bytowskim lekko podtopione zostały pola w gminie Bytów i Studzienice. Zalane są głównie nieużytki, m.in. w Niezabyszewie i Sierżnie, gdzie na łąki kierowano wodę z Borui i jej dopływów, aby nie wystąpiła z brzegów rzeka w Bytowie.
- W powiecie słupskim pod wodą znalazło się 50 hektarów nieużytków rolnych.
Autor artykułu: Szymon Szadurski, Współpraca: Piotr Paciorek